Koleje motoryzacyjne nowinki wprowadzane w celu poprawienia obecnego stanu naszego jakże zniszczonego środowiska to samochody ekologiczne. Te pojazdy niestety nie jeżdżą na wodę, bo byłoby to zbyt piękne. W fabrykach powstają pojazdy napędzane elektrycznie. Słysząc elektryczny samochód pierwsza myśl jaka zazwyczaj przychodzi nam do głowy to „odkurzacz”. Samochód swoim wyglądem nie wnosi nic szczególnego dopiero po uruchomieniu silnika zamieramy z zaskoczenia. Dlaczego? A no dlatego, że po uruchomieniu silnika jak i po nic się nie zmienia, żadnego melodycznego skowytu, miłego dla ucha burczenia jednym słowem nic zupełnie nic. I jak tu jeździć czymś takim? Są oczywiście modele, które całkiem dobrze imitują pracę silnika spalinowego, ale za takie przyjemności trzeba słono zapłacić. Koszt przebycia 100km samochodem elektrycznym to koszt około 5 złotych, ale cena takiego samochodu z salonu nie jest tak samo obiecująca. Tylko na sam koniec zawsze pozostaje pytanie, które na antenie zadał już kiedyś Jarek Maznas. „Jaka to ekologia skoro podłączamy samochód do prądu wyprodukowanego przez elektrownie spalinową?”.
Samochody od zawsze zanieczyszczały środowisko naturalne i chyba nie ma już na to rady, bo tak najprawdopodobniej pozostanie. Produkowanie „odkurzaczy” napędzanych elektrycznie nic już nie zmieni, bo ludzie i tak będą wybierać standardowe samochody benzynowe, typu diesel lub będą zakładać instalacje gazowe w benzyniakach. Energia słoneczna, elektryczna czy kosmicznie drogie samochody hybrydowe nie zdadzą egzaminu przynajmniej w naszym kraju. Ale niestety tradycyjna benzyna drożeje z dnia na dzień, ropa jest od niej trochę tańsza, ale jej ceny też idą w górę. Najkorzystniejszym rozwiązaniem jest gaz, który nie przekroczył jeszcze ceny 2,50 złotych za litr. A kierowcy, którzy nie mają w swoich samochodach instalacji gazowej raczej jej nie będą inwestować w jej założenie, bo koszty takiej inwestycji zwróciłyby się dopiero po paru latach, a montaż to wyłożenie konkretnej kasy na stół. Pozostaje nam tylko wierzyć, że ceny paliw w końcu zaczną spadać, a nie jak do tej pory piąć się w górę, a stan środowiska już bardziej się nie pogorszy. W końcu nadzieja umiera ostatnia!
Czy palenie papierosów w samochodzie obniża jego rynkową wartość? Banalne pytanie, które można sobie zadać przeglądając ogłoszenia motoryzacyjne dotyczące sprzedaży samochodów używanych. Czytając takie ogłoszenia wśród danych technicznych pojazdu, jego osiągów i ogólnej oceny stanu wizualnego bardzo często pojawiają się zdania „nie palone w środku”, „właściciel nie palący”. Samochód, którego wnętrze nie zostało okadzone dymem tytoniowym uważa się za bardziej wartościowy od tych, które służyły za wielką popielnicę. Palenie tytoniu w samochodzie znacznie obniża jego walory, tapicerka przesiąka zapachem dymu, a dodatkowo jasne kolory szarzeją. Z wnętrza samochodu szczególnie mocno cierpi podsufitka na której zbiera się cały tytoniowy zapach. Oczywiście na wywabienie plam i papierosowego smrodu są sposoby takiej jak ręczne pranie lub czyszczenie tapicerki w zakładzie. Używanie popielniczek samochodowych też pozostawia ślady i długotrwały nieprzyjemny zapach. Samochód palącego można poznać także po używanej zapalniczce samochodowej, bo przecież do ogrzewania rąk się jej nie używa. Ludzi chętniej kupują auto od osoby niepalącej, więc wyciągają papierosa w samochodzie należy się zastanowić czy wart robić z niego jeżdżącą popielniczkę. Przyjaciele:samochody i motoryzacja artykułymotocykle strona główna tuning, akcesoria 4x4który nie posiada nadwoziawypożyczalnia samochodów osobowychale dwa koła jezdne i silnikpomoc drogowa krakówTransport ADR