Opublikowano 14 listopada 2009
Opony podzielone ze względu na przeznaczenie w tarasie i specjalistyczne wykonanie bieżnika stanowią cztery oddzielne grupy. Opony zostały sklasyfikowane jako : deszczowe, błotno-śniegowe, klockowe oraz tak zwane slicki. Opony deszczowe swoją budową wyraźnie zwiększają przyczepność do mokrej nawierzchni jezdnej. Tego typu opony najczęściej używane są zamiennie ze slickami podczas rajdów samochodowych odbywających się na torach asfaltowych. O tyle slicki idealnie dostosowane są do jazdy po suchym torze i nie nadają się na mokrą nawierzchnię ponieważ mają one całkowicie gładki bieżnik co pozwala na znaczne zwiększenie przyczepności, ale opona nie wytłacza wody spod kół dlatego podczas deszczu wpada w niekontrolowany poślizg. Opony deszczowe w takich sytuacjach są idealnym rozwiązaniem, bo ich udowa pozwala na samoczynne dokładne wypychanie wody z przestrzeni międzybieżnikowych. Podczas rajdów samochodowych przyczepność pojazdu do toru jest bardzo ważna i wpływa na wyniki czasowe, techniczne oraz na bezpieczeństwo kierowcy.
Opony błotno-śniegowe to model typowo zimowy. Ich konstrukcja pozwala na bardzo dobrą przyczepność na śniegu i lodzie, a nawet mokrym błocie pośniegowym zalegającym w czasie roztopów. Zostały skonstruowane z myślą o bezpieczeństwie w bardzo niekorzystnych warunkach drogowych jakie panują w okresie zimowym. Opony błotno-śniegowe są o wiele bardziej miękkie niż na przykład wyścigowe slicki. Wykonane są z takiego rodzaju gumy i domieszek naturalnego kauczuku, aby ich wyprofilowany bieżnik odpowiednio wczepiał się w śliskie masy śniegowe. Ostatnia grupa opon to gatunek klockowy. Ich budowa dostosowana jest do ekstremalnych warunków terenowych. Zgrubienia w kształcie klocków czynią oponę bardziej twardą, a przestrzenie między nimi podczas jazdy wyrzucają materiał terenowy spod kół. Ten typ wykorzystywany jest w samochodach o przeznaczeniu terenowym co umożliwia stosunkowo bezproblemowe przejechanie ciężki odcinków. Opony dostosowane są do różnego rodzaju podłoża, zapewniają komfort i bezpieczeństwo jazdy w najtrudniejszym terenie.
Opublikowano 9 października 2009
Jak jeździ się samochodem po naszych polskich drogach? Tu bywa bardzo różnie, w zależności od tego, który 500 metrowy odcinek drogi pozbawiony dziur mamy na myśli. Jeśli w ogóle istnieje jakakolwiek szansa na znalezienie zadbanego odcinka naszych jezdni. Nie oszukujmy się, stan naszych dróg jest i będzie koszmarny. Oczywiście jest parę obwodnic, dróg szybkiego ruchu oraz „krótkich” autostrad, które są w stanie bardzo dobrym porównując je oczywiście z drogami krajowymi. Nawet te niepodziurawione jak sito odcinki naszego asfaltu niestety nie spełniają standardów europejskich. Chcąc zestawić chociaż wybrane trzy odcinki polskich autostrad z autostradami niemieckimi odniesiemy porażkę na całej linii. Po niemieckiej drodze samochód prowadzi się jak resorak po marmurowym stole, u nas jest niestety troszkę inaczej i chyba każdy z doświadczenia wie co mam na myśli. Prawda nie jest przyjemna, bo chyba każdy chciałby się normalnie poruszać swoim samochodem bez zbędnych nerwów i ostrych słów wypowiadanych przy każdej dziurze. Parę lat temu nasz znany estradowy satyryk Tadeusz Drozda przedstawił relację zamożnego Niemca, który jechał w odwiedziny ze swojego rodzinnego kraju do Polski. Po dotarciu na miejsce opowiedział znajomym co spotkało go na drodze, a brzmiało to mniej więcej tak. „Jadąc pięknym samochodem po swojej ojczystej autostradzie przysypiałem wielokrotnie za kierownicą, bo byłem już tak zmęczony tą długą podróżą. Myślałem, że już nie dojadę! Ale kiedy tylko przekroczyłem Polską granicę nie było możliwości zasnąć. Co mi się oczy zamknęły to zaraz dziury, no więc od razu się przebudziłem. Kawałek prostego odcinka już mnie siły opuszczają,a za zakrętem koleiny i wyrwy! Zasnąć się nie dało, no coś wspaniałego!”. Jak widać w tych ogromnych dziurach można znaleźć ratujące życie zalety. W końcu zaśnięcie za kierownicą skutkowałoby zatrzymaniem się na pobliskim drzewie. Dobrze jest spojrzeć na stan naszych dróg z przymrużeniem oka i z żartobliwym nastawieniem, bo w końcu na własną rękę dziur nie połatamy, a nerwy za kierownicą nie służą naszemu bezpieczeństwu.